Wpisy użytkownika KaroSmile z dnia 7 października 2012

Liczba wpisów: 29

karosmile
 
  • awatar It 's my life.♥: CZEŚĆ .;* będę dodawała na bloga na prawdę bardzo fajne opowiadanie.! <3 czy mogła byś wpaść i powiedzieć co o tym myślisz.? ;** była bym naprawdę wdzięczna! ; ) ;** z góry dziękuje .♥
  • awatar Anonimowezycie: genialne♥ wbijaj:)
  • awatar FASHVIC: fajne zdjęcie ;p zapraszam do komentowania ;]
Pokaż wszystkie (3) ›
 

karosmile
 

KaroSmile: To dzięki Tobie, dzięki Tobie przekonałam się, że miłość na odległość jednak ma sens. Uwierzyłam w to, w każde Twoje słowo, które kierowałeś patrząc mi głęboko w oczy... Dobry był z Ciebie aktor, byłeś tak cholernie prawdziwy, że uwierzyłam w Twoje " kocham cię". Tak - ja głupia uwierzyłam ! Nawet się przy mnie popłakałeś, dałeś ten medalik rzekomo twierdząc, że jestem Twoim szczęściem. A co jest śmieszne? Że uwierzyłam, że Cię pokochałam, mimo tego, że zaledwie po paru godzinach znajomości pocałowałam Cię... bo kochałam. Tak, naiwna byłam, prawda? Nacierpiałam się, wiele godzin przepłakałam licząc na to, że między nami jeszcze coś będzie. Nasze rozmowy przez telefon trwały długo, ciągle wspominaliśmy to miejsce gdzie wszystko się zaczęło. Mówiłeś, że nigdy nie miałeś dziewczyny, nigdy się nie zakochałeś - dopiero we mnie. Tak, teraz to brzmi naprawdę śmiesznie, ale wtedy tak nie było. Pozwoliłeś bym Cię pokochała, roniąc przy mnie łzy dałeś mi do zrozumienia, że 'jesteś mój', mówiąc mi co czujesz byłeś tak cholernie szczery ! Patrzyłeś w oczy i śmiało to mówiłeś, nie wstydząc się, nie licząc się z konsekwencjami ! Mówiłeś mi to... ale teraz jest inaczej. Przejrzałam Cię, wiem jaki byłeś, jesteś i będziesz, bo tacy ludzie się nie zmieniają. Ale dziękuję za tę lekcję życia, była mi potrzebna bym teraz znowu dała sobie rada, znowu była silniejsza

 

karosmile
 

KaroSmile: krzywdził ją. każdego dnia podnosił bez skrupułów rękę na jej drobne ciało. - przestań, proszę! - krzyczała, zakrywając się dłońmi. wylewał swoje emocje. te gardzące im od środka. na niej. potrafił uderzyć ją bez najmniejszego powodu. rankami, budził ją pocałunkiem udając, że nic się nie stało. nie narzekała. w końcu miała kogoś, kto chciał budzić się każdego dnia, właśnie koło jej boku. kochała go. miłość zalewała jej oczy, tym samym je zamykając na krzywdę jaką jej wyrządzał. jednak nadszedł dzień, kiedy zwyczajnie przesadził. zaczął się z nią szamotać. kiedy upadła na podłogę, zaczął zadawać jej kolejne ciosy. - proszę! błagam! - krzyczała z nadzieją, że ktoś ją usłyszy i przybędzie jej na pomoc. ale nie. leżała w kałuży krwi, a oprawca klęczał obok niej napawając się jej widokiem. nawet nie przyszło mi przez myśl, aby jej pomoc. zapalił papierosa i bezdusznie wyszedł, trzaskając drzwiami. bez sił podniosła się z podłogi. jej brzoskwiniowa bluzka była umazana krwią. z trudnością łapała oddech. wyszła z mieszkania. boso, szła przez ulicę, trzymając się za zakrwawioną klatkę piersiową. było ciemno. nikt nawet nie zwrócił na nią uwagi. doszła pieszo do szpitala. już przy samym wejściu, lekarz zauważając ją, podbiegł. - co Ci się stało?! - krzyknął zaniepokojony i zawołał pielęgniarkę. zemdlała. budząc się następnego dnia, leżała już w szpitalnym łóżku. niemo spojrzała na szpitalną salę. obok łóżka siedział on. - chciałaś mnie wsypać, nie wdzięczna suko? - wyszeptał, pochylając się na jej uchem tak, aby nikt nie słyszał. zamknęła oczy. - nie, ja ... - tak się cieszę, że nic Ci nie jest skarbie. - powiedział. otworzyła oczy. do sali weszła pielęgniarka. musiał przed nią zgrywać bohatera. - nic tylko pozazdrościć takiego troskliwego chłopaka - powiedziała pielęgniarka. miała ochotę krzyczeć. opowiedzieć wszystko. wylać cały ból jaki zadawał jej przez ten cały czas. ale nie potrafiła. z trudnością przełykała ślinę. właśnie, wtedy do sali weszła policja. - jest Pan aresztowany. - że co? to jakaś pomyłka. - jest Pan aresztowany za pobicie. za wielokrotne pobicia. Pańska sąsiadka, złożyła zeznania. 'a jednak moje krzyki się opłaciły' - pomyślała. kilka dni później wezwano ją na komendę. spytana o prawdziwość złożonych przez sąsiadkę zeznań, powiedziała że to tylko stos kłamstw. - kocham Go. - powiedziała. - ale co to ma tutaj do rzeczy? - pozwoliłabym mu zabić moje serce, jeżeli tylko by tego zechciał. - siebie też pozwoliłaby Pani zabić? nie odpowiedziała.

 

karosmile
 

KaroSmile: - Obiecaj. Obiecaj mi to! - spojrzał w jej zagubione, szukające pomocy oczy. Bezradnie spuścił wzrok. Po chwili milczenia głęboko westchnął, próbując nabrać siły na odpowiedzenia jej - wiesz, że ja nie mam w zwyczaju obiecywać czegokolwiek komukolwiek.-Patrzył w jej zabłąkane oczy, widząc w nich rozpacz, a zarazem błaganie o pomoc - Tylko to mi pozostało. Proszę, proszę obiecaj mi to - rozpaczliwie patrzała mu w oczy licząc, że w końcu zlituje się nad nią. On znów głęboko westchnął nie widząc co zrobić. Ona chwyciła go za rękę czekając na obietnice. On najpierw spojrzał na jej dłoń, chwycił ją swoimi dłońmi. Przez ułamek sekundy patrzył na łączące się ich palce. Znów spojrzał w jej oczy. Widział jak bardzo tego potrzebuje, więc dla niej postanowił zerwać swoje zasady i dać jej to, co pozwoli na chwile jej odetchnąć. By mogła nabrać nadziei, by czuła, że on dla niej jest zrobić wiele. - Tyle dla mnie zrobiłaś... Nie będę wstanie Ci nigdy tego wynagrodzić. Jesteś dla mnie ważna. Dobrze wiesz, że nienawidzę patrzeć na Twoje smutne oczy, nienawidzę czuć, że jest Ci źle. Więc jeśli ma Ci to pomóc... Obiecuje, obiecuje Ci to. - Wskoczyła mu w objęcia. On obejmując ją wiedział, że robi dobrze mimo łamania swoich zasad. - Dziękuje - cicho wyszeptała mu do ucha już nie tym samym przeraźliwie smutnym głosikiem, lecz głosem, który wziął jej się z serca, które nabrało nadziei na dobre jutro.