• Wpisów:7178
  • Średnio co: 7 godzin
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 18:16
  • Licznik odwiedzin:82 162 / 2186 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

Ten wpis nie jest dla ludzi, będących w stałych związkach. Ten wpis jest dla ludzi, którym czasem się zdarza z kimś przespać. W sensie jak najbardziej dosłownym – może, ale nie musi chodzić o seks. Tylko zwyczajne: spędźmy razem noc i zobaczymy, co dalej. I ja na przykład lubię, kiedy dalej nie dzieje się nic. Wiem, że to okropne i gdybym wierzyła w istnienie piekła większego niż to na ziemi, to pewnie uznałabym, że ktoś tam porządnie kopnie mnie za to kiedyś w kostkę. Ale bez większych oporów potrafię wstać rano, bez tulenia się, migdalenia i tych wszystkich słodkości. Wziąć prysznic, sięgnąć po ręcznik do szafki. Rzucić go na łóżko, obok zaspanego jeszcze człowieka i powiedzieć, że przepraszam, ale masz dwadzieścia minut, a później musisz wyjść. Oczywiście, zawsze wymyślam wymówkę. Spieszę się, bo mam tramwaj, pracę, lekarza. Sąsiadce za pięć minut urodzi się dziecko. Może wyjdzie, że się tłumaczę, ale takie zachowania nie biorą się znikąd. Kiedyś ktoś pokazał mi to jako świetny sposób obrony. Przed bliskością, angażowaniem się. I tak mi później zostało. Bo wyobraźcie sobie noc, która kończy się dopiero nad ranem, jest pięknie i w głowie dźwięczy Wam ach, jak przyjemnie, po czym budzicie się w pustym już łóżku i zamiast wyszeptanego do ucha dzień dobry wita Was rzucone w biegu: jesteś w stanie zebrać się jakoś w sześć minut? Był to moment przełomowy tak w moim życiu, jak i w tamtej znajomości. Dotarły do mnie bowiem dwie bardzo ważne rzeczy. Pierwsza: że z tym chłopcem to chyba jednak nie wyjdzie. Druga: że jestem w stanie zebrać się jakoś w sześć minut. Jasne, że usłyszałam też bajkę z lekarzem. Ale była tak samo wiarygodna jak wróżbita Maciej albo dieta mająca w składzie Snickersy. No, nie. To może być zabawne, może być też smutne. Ale czujesz, że nie może być raczej prawdziwe. I faktycznie, chwilę później było po znajomości. Ale sposób reakcji pozostał, choć wygodniej sytuować się po drugiej stronie barykady. Zasady są proste: budzisz się, wychodzisz. Spędziliśmy razem noc, ale to jeszcze nie powód, żeby spędzać ze sobą poranki. Tak, łatwiej mi się z kimś przespać, niż zjeść z nim później śniadanie. Bo śniadanie, poranna kawa, wspólne mycie zębów albo wyglądanie przez okno – to wszystko są rytuały, które budują relacje. Oswajają Was jakoś ze sobą, zacieśniają więzi. I jeśli nie chcesz, żeby ktoś się za szybko przywiązał, to odcinasz go wprawnym ruchem, jak lekarz pępowinę albo studentka metkę z Reserved. Wiem, że w ten sposób można zrobić komuś przykrość. Ale jeszcze większą robi się, pozwalając wierzyć mu, że możliwe jest zrobienie z tego miłości. I myślę, że to będzie kiedyś piękne: powiedzieć komuś nie tylko chodź, ale w końcu też: zostań.